Mjanma / Birma

blog – Rafał Sitarz

5. Okolice Mandalaj

Hotel Dream Inn w Mandalaj to dziwne miejsce. Niby wszystko normalnie, ale dziwne wrażenie sprawia pan, który wita gości i obserwuje co się dzieje na recepcji. Każda transakcja, każde zapytanie przechodzi przez niego, a niby przez większość czasu siedzi na taborecie, lub czyta gazetę będąc istnym piątym kołem u wozu. Miły, uczynny, ale… coś nie gra. Obecnie Mjanma przechodzi okres transformacji systemowej. Trwa to już od dłuższego czasu, ale zmiany są coraz bardziej widoczne. Wojskowi rządzący krajem zrzucają mundury. Zakładają garnitury i drogie zegarki. Zamieniają władzę bezpośrednią na rządzenie przy pomocy kapitału. Właściwie tylko oni posiadają pieniądze, bo pilnują od dziesięcioleci aby społeczeństwo miało po równo czyli nic. Wykupują za grosze banki, lub zakładają uczciwe interesy. Wygląda na to że nasz hotel jest jednym z tego typu biznesów. Pan ewidentnie jest zaufanym do pilnowania, donoszenia jeżeli goście podejrzanie się zachowują itp. Niech ktoś z personelu się tylko wychyli. W naszym przypadku ma to jednak taką zaletę, że potrafi jednym telefonem załatwić motocykl, skuter, samochód, cokolwiek się wymyśli. Ale widać, że władza nadal czuwa.

Mnisi w okolicach świątyni Mahamuni.

Mnisi w okolicach świątyni Mahamuni.

Grunt, że dzięki szarej eminencji mamy wynajęte jeździdło będące połączeniem skutera z motocyklem. Niby skuter, ale z półautomatyczną skrzynią biegów, która doprowadza mnie do szału. Na początku trzeba powiedzieć: jeżeli ktoś nie jeździł wcześniej na motocyklu, boi się, lub nie czuje się pewnie w ruchu miejskim to zdecydowanie odradzam ten środek lokomocji. Ruch jest potężny, motocyliści wyprzedają z prawej strony (nawet jakby człowiek zahaczał podczas jazdy prawą stopą krawężnik to i tak by się zmieścili), aby za chwilę zajeżdżając drogę skręcić w lewo. Jazda slalomem, bez zasad to normalka. Trzeba mieć fantazję i być na luzie. W przeciwnym przypadku szkoda zdrowia.

Większość okolicznych atrakcji znajduje się w odległości niecałej godziny jazdy. Drogi są przyzwoite. Na początek pojedziemy do ruin Inwa. Na koniec zostanie obowiązkowy most z drewna tekowego w Amarapurze. W pozostałej części dnia będzie czas na wzgórze Sagaing, klasztor Mahamuni i może na targ złota, lub kamieni szlachetnych.

Kierujemy się w kierunku Inwa zwanego również Ava, znajdującego się dwadzieścia kilometrów od Mandalaj. Miasto było pierwszą stolicą królestwa założoną przez króla Thado Minbya w 1364 roku. Droga, po wyjechaniu ze ścisłego centrum jest przyjemna, lecz należy uważać na poruszających się beztrosko wzdłuż drogi pieszych i rowerzystów. Chcą skręcić to skręcają, bez względu na to czy ktoś jedzie czy nie. Trzeba mieć refleks. Zasada ograniczonego zaufania funkcjonuje jako zasada całkowitego braku zaufania i zakładania najgorszych intencji.

Droga pomiędzy wioskami pod Mandalaj.

Droga pomiędzy wioskami pod Mandalaj.

Mijamy chaty z tekowymi ścianami stojące na palach, przeładowane sklepy ze strzechą na dachach. Ruiny Inwa otaczają schowane w gęstych krzakach mury. Wbrew pozorom trudno dotrzeć do głównego zabytku Inwa – 27 metrowej, chylącej się ku upadkowi wieży z początków XIX wieku, jedynej pozostałości po pałacu króla Bagyidaw. Oficjalna nazwa miasta to Ratanapura, Miasto Klejnotów, których zapewne od stuleci nie ma w okolicy, a na pewno zniknęły po wizycie przedstawicieli Imperium Brytyjskiego. Na okolicznych rozstajach dróg można znaleźć znaki, a z rzadka mapy. Jest tylko jedno, a właściwie dwa małe „ale”. Oznaczenia są po birmańsku, a na mapach nigdy nie jest zaznaczone gdzie się znajdujemy. Ogólnie fajne, że zamieszczono mapy ale są bezużyteczne. Miło, że pomyślano o informacji turystycznej, ale z logiką było już gorzej. Mijając jedną z wiosek widzimy dwukonną dorożkę odbijającą w małą, wydeptaną ścieżkę prowadzącą w kierunku ruin bramy. Czemu nie? Skręcamy za nią. Droga prowadzi pomiędzy polami z bananowcami, ryżowymi uprawianymi przez ubranych w lokalne stroje chłopów. Nawet jeżeli kierunek do Inwa nie jest prawidłowy to widoki są uspokajające.

Droga prowadzi, jak podejrzewaliśmy, do przechylonej wieży strażniczej w Inwa. No faktycznie niewiele zostało z rozległego kompleksu pałacowego. Przechył budowli jest bardzo widoczny i bez renowacji powinna zawalić się w ciągu najbliższych lat. Wygląda jakby ją ktoś przetrącił. Główna część przechylona, ale zadaszenie na szczycie trzyma pion. Obecnie zabroniono już wchodzenia na taras. U jej podnóża rozłożyli się nieliczni sprzedawcy pamiątek i napojów. Drobiazgi brzydkie i drogie, a napoje tylko drogie. Sprzedawczynie, jako że w Birmie 95% handlem poza miastami zajmują się kobiety, siedzą i plotkują, traktując sprzedaż jako dodatek do spotkania towarzyskiego.

Droga do słynnej wieży prowadzi wąskimi dróżkami wśród pól.

Droga do słynnej wieży prowadzi wąskimi dróżkami wśród pól.

W okolicy znajduje się kilkanaście świątyń, a część z nich ukryta w gęstej, ciemno zielonej roślinności. Przyjemnie się do nich zagląda, lecz ich zobaczenie niewiele zmienia w życiorysie.

Z bardziej znaczących zabytków okolicy należy wymienić dwa: Maha Waiyan Bontha Bagaya Monastery, oraz Maha Aungmye Bonzan Monastery. Łatwe do zapamiętania. Przy pomocy sprzedawców w przydrożnych sklepach trafiamy do zabytków bez problemów. Zaczynamy od Maha Waiyan Bontha Bagaya Monastary. Trudna nazwa, ale po birmańsku jest prościej: ဘားဂရာ ကျောင်း. Pod klasztorem, na miedzy stoi długa kolejka dorożek. Otaczają ją zatopione pola ryżowe. Drewniany, oryginalny klasztor powstał w XVII wieku.

Super że postawiono drogowskazy. Szkoda że po birmańsku.

Super że postawiono drogowskazy. Szkoda że po birmańsku.

Budowla postawiona na palach, z wysokim, kilku poziomowym dachem jest na pewno oryginalna i pewnie dlatego uważana za jedną z większych atrakcji kraju. Jak ja to widzę? Tak sobie. Ciekawa, nietuzinkowa, w środku sala lekcyjna i przybory szkolne dla dzieci, oraz śpiący w rogu mnich. To chyba tyle. Jakoś trudno mi się zachwycić. Jeżdżąc po okolicy dobrze, że zajrzeliśmy w to miejsce, ale gdybym przyjechał specjalnie dla niej z Rangun to raczej bym nie był zadowolony. Na osłodę można podjechać do oddalonych o kilkaset metrów okazałych stup z czerwonej cegły.

Pozostałości po zabudowaniach pałacowych przy Maha Waiyan Bontha Bagaya Monastery.

Pozostałości po zabudowaniach pałacowych przy Maha Waiyan Bontha Bagaya Monastery.

No to pora na drugą z atrakcji: Maha Aungmye Bonzan Monastery, znaną także jako Mè Nu Ok Kyaung,  oddaloną od obecnego punktu o kilka kilometrów. Łatwa do odnalezienia szczególnie, że na parkingu rozłożyło się kilka straganów co jest jak na tutejsze standardy przejawem niesamowitej  przedsiębiorczości miejscowych.

Klasztor powstał w 1818 roku i został odbudowany po trzęsieniu ziemi w 1838 roku. Odróżnia go od innych zabudowań klasztornych to że został wybudowany z kamienia, a nie z drewna. Wnętrze nie imponuje. Ciemny korytarz otacza centralną część w której znajdują się posągi. Z zewnątrz klasztor robi zdecydowanie lepsze wrażenie – bogate zdobienia zyskują na wyrazistości dzięki odbarwieniom farby, którymi została pomalowana zarówno budowla jak i otaczający ją mur. Ładny, ale tak jak w przypadku wcześniej odwiedzonego Maha Aungmye, nie mogę powiedzieć jednoznacznie czy warto go odwiedzić. Nie zachwycił. Chyba staję się powoli zbyt wybredny.

Maha Aungmye Bonzan Monastery

Maha Aungmye Bonzan Monastery

Wracamy w kierunku Mandalaj. Kierujemy się na wzgórze Sagaing oraz pobliski most na rzece Irawadi. Dojazd szeroką, wyludnioną „autostradą” jest szybki i bezproblemowy. Droga jest oryginalna. Poukładane wielkie płyty z betonu, z nieśmiało namalowanymi pasami tworzą drogę szybkiego ruchu do stolicy-widma Naypyidaw. Miasto będące wymysłem władzy powstało po środku niczego, w punkcie z którego uznano, że będzie można wygodnie rządzić krajem. Wybudowano je dosłownie od zera. Powstały monumentalne budynki rządowe, dzielnice mieszkalne, wielopasmowe drogi ciągną się przez stolicę niczym w Moskwie. Szkoda, że nie jeżdżą po nich samochody. Mieszkańców mało, a wśród nich niewielu stać na własny pojazd. Miasto na pokaz to droga do niego prowadząca także musi budzić szacunek. Korzystamy na krótkim odcinku z tego daru kasty rządzącej dla pospólstwa.

Z zachwalanego mostu na rzece Irawadi faktycznie rozciąga się doskonały widok na wzgórze u którego stóp kursują liczne promy. Ładnie. No dobra koniec słodzenia. Na temat samego wzgórza można przeczytać liczne „ochy i achy” – piękne, magiczne panoramy rozciągają się z jego wzgórza, cudowne, magiczne świątynie itd, itp. W skrócie mówiąc: pic na wodę. Świątynie w dużej części są ewidentnie dobudowywane „żeby było gęsto i kolorowo”, te które wyglądają na starsze w żaden sposób nie wyróżniają się na plus. Niby widać kilka/kilkanaście budynków na szczytach i graniach, ale nie jest to nic godnego większej uwagi. Zaskakujące się jedynie niewielkie budynki w stylu XVIII wiecznych, europejskich dworków. Podsumowując: co ja tutaj robię, szkoda benzyny.

Często zachwalane widoki ze wzgórza Sagaing, oraz pobliskich według mnie są bardzo przeciętne.

Często zachwalane widoki ze wzgórza Sagaing, oraz pobliskich według mnie są bardzo przeciętne.

Z jakże pozytywnym nastawieniem wracamy na obrzeża Mandalaj, a konkretnie pod świątynie Mahamuni będąca miejscem licznych pielgrzymek. Nazwa oznacza „Wielkiego Mędrca”, a miejsce słynie z wizerunku Buddy wykonanego z brązu. Wizerunek ten jest uważany za najważniejszy w Mjanmie. Na terenie kompleksu świątynnego znajduje się kilka klasztorów z których największy zamieszkuje obecnie około czterystu mnichów. Dodatkowymi atrakcjami jest biblioteka z manuskryptami, kamienie z inskrypcjami, oraz kamienne posągi zrabowane swojego czasu z Angkoru w Kambodży. Nas to nie wzrusza więc skupiamy się na zabudowaniach i atmosferze panującej w świątyni.

Długi, zadaszony korytarz prowadzi do centralnego punktu świątyni. W niezliczonych sklepikach można nabyć posążki Buddy, oraz tysiące dewocjonaliów, świeczników oraz innych rzeczy których na pewno nie kupimy. Ludzie kucają na schodach, lub kryją się w cieniu aby odpocząć i zjeść posiłek przy mini barach. W skład takiego punktu gastronomicznego wchodzi: pani sprzedawczyni, jeden, czasami dwa garnki, oraz kilka taboretów o wysokości kilkudziesięciu centymetrów. Trudno na nich usiąść, ale pomagają przycupnąć z miską w ręku.

Przy centralnej części kompleksu kręcą się liczne grupy pielgrzymów z kwiatami w rękach, mijamy także wycieczki szkolne, oraz odświętnie ubrane rodziny, które przybyły na uroczystości religijne. Z rzeczy które rzucają się w oczy na dziedzińcach można wyróżnić wieżę zegarową oraz 40 tonowy dzwon z którym robią sobie selfie dziesiątki osób na minutę. Najważniejszy jest jednak posąg. Wielka, pozłacana twarz wygląda z przeznaczonej dla niego sali przed którą siadają pielgrzymi w rzędach i kontemplują. Figura mierzy 3,84 m wysokości, ma 2,89 m w pasie oraz 1,83 m rozstawu ramion. Tak więc jest spora. Przedstawia Buddę w pozycji siedzącej, z rękami ułożonymi w geście wezwania ziemi na świadka w chwili oświecenia. Zwraca na siebie uwagę także faktem, że została pokryta złotem, które odbija światło licznych skierowanych na niego lamp. Do posągu można podejść, ale tego zaszczytu dostępują jedynie mężczyźni, z których jedynie nieliczni przyklejają paski złota na Buddę.

Słynny posąg Buddy w świątyni Mahamuni

Słynny posąg Buddy w świątyni Mahamuni

Okolica przed wejściem do świątyni Mahamuni pokryta jest warstwą białego pyłu. Samochody, drzewa, budynki, wszystko na biało, a to za sprawą licznych zakładów w których są produkowane rzeźbione figurki. Można wybierać między małymi, dużymi, olbrzymimi postaciami Buddy w różnych pozach. Dostępne są postacie żołnierzy, koni, a nawet olbrzymie smoki. Tylko brakuje krasnali ogrodowych. Nie znają się na prawdziwej sztuce. Produkcją zajmują się młode chłopaki ze szlifierkami w rękach. Większość rzeźb jest chyba z gipsu, ponieważ gęste strugi pyłu unoszą się po nawet najdrobniejszym dotknięciu posągów narzędziami. Wśród artystów jest specjalizacja. Wiele posągów nie ma twarzy – to znaczy ma ale w formie sześcianu. Dopiero odpowiedni fachowcy zabierają się za rzeźbienie głowy.

Produkcja posągów Buddy pod świątynią Mahomuni

Produkcja posągów Buddy pod świątynią Mahamuni

Dzień chyli się ku końcowi, tak więc jest to idealna pora aby pojechać na słynny most tekowy U Bein. Jak wieść gminna niesie jest on wyjątkowo fotogeniczny w promieniach zachodzącego słońca. Większość dotychczasowych atrakcji była polecana do odwiedzenia ze wschodem, lub zachodem słońca: Shwegadon Pagoda w Rangun, świątynie w Baganie, wzgórze Mandalaj… teraz most. Tylko co robić przez pozostałą część dnia.

Most bez problemu można odnaleźć na mapie, a każdy zapytany Birmańczyk podpowie w którym kierunku jechać. Trzeba się bardzo postarać, aby nie trafić na miejsce. Pełna, lokalna nazwa atrakcji to most Taung-Tha-Man. Jest znany z tego że jest znany jako. Wymieniany jako jeden z symboli kraju, a chwałę przynosi mu, że jest najdłuższą tego typu konstrukcją z drewna tekowego na świecie – 1200 metrów. Sam fakt, że jest najdłuższy w swojej kategorii nie znaczy, że trzeba tam od razu jechać, bo inaczej można by było podróżować i oglądać na przykład atrakcję typu: największy pączek z betonu, lub najbardziej zielony but z kauczuku. Na szczęście z oprócz etykietki „naj” okolica oferuje trochę więcej.

Wzdłuż brzegów jeziora Taungthaman, którego brzegi łączy U Bein, siedzą rodziny, robione jest pranie, rybacy powoli zabierają wętki chowając się w prowizorycznych namiotach na błotnistym brzegu. Na obu końcach mostu zapełniają się nierówne place służące za parkingi. Miejsce przyciąga potencjalnych klientów, co służy powstawaniu sklepów z pamiątkami i barów. Rzadki widok w tym kraju. Wąski most na palach jest faktycznie długi. W kilku miejscach znajdują się zadaszenia w których porozkładały się stragany. Miejsce przyciąga wszystkich turystów z okolicy, chociaż nie jest to bardzo liczna grupa. Za to można spotkać wielu mnichów w pomarańczowych szatach spacerujących powoli z jednego na drugi brzeg. Z góry rozciąga się widok na zielone pola wśród których stoją istne lepianki przed którymi palą się ogniska dookoła których biegają półnagie dzieci.

Mnisi na moście U Bein chwilę przed zachodem słońca

Mnisi na moście U Bein chwilę przed zachodem słońca

Rybacy oferują wypłynięcie na wysokość połowy mostu, aby obserwować słońce zachodzące za drewnianą konstrukcję. Chętnych nie brakuje. Wszystkie łódki ustawiają się praktycznie w tym samym punkcie i czekają aż słońce spadnie za horyzont. Idziemy kilkaset metrów z zachodniego brzegu na błotnisty cypel po drugiej stronie. Doskonały punk obserwacyjny. Kryte strzechą bary oferują plastikowe krzesełka na których można spocząć i wypić kapitalistyczną coca-colę. Widok jest bardzo ładny. Wraz z zachodzącym słońcem woda nabiera pomarańczowego koloru, a most robi się czarny. Widać liczne, małe czarne postacie poruszające się nieśpiesznie. Miejscowi kąpią się, robią ostatnie pranie, lub po prostu cieszą się kąpielą na zakończenie dnia. Gdy słońce chowa się za horyzont, wszystkie łódki jak na sygnał płyną pośpiesznie na brzeg. Grupy lokalnych i zagranicznych turystów przelewają się po raz ostatni dzisiaj przez stragany.

Wieczorem wracamy do centrum Mandalaj. Okazuje się że to jednak nie koniec atrakcji tego dnia, ale o tym w następnym wpisie pod tytułem: „Panie, jak działa bankomat”.

Podsumowując Mandalaj i okolice. Tak bardzo szczerze. Jeżeli przyjeżdża się do Birmy na półtora do dwóch tygodni i chce się z czegoś zrezygnować to wysuwam kandydaturę okolicy Mandalaj i samego miasta. Most U Bein – wart zobaczenia. Reszta – może być, ale nie olśniewa, a w wielu przypadkach rozczarowuje.

aha Waiyan Bontha Bagaya Monastery

Maha Waiyan Bontha Bagaya Monastery

Bary przy U Bein

Bary przy U Bein

W tle liczne łódki rybacki z chętnymi do oglądania zachodu słońca

W tle liczne łódki rybacki z chętnymi do oglądania zachodu słońca

Pola ryżowe w okolicy Maha Waiyan Bontha Bagaya Monastery

Pola ryżowe w okolicy Maha Waiyan Bontha Bagaya Monastery

Sprzedawcy pod Maha Waiyan Bontha Bagaya Monastery

Sprzedawcy pod Maha Waiyan Bontha Bagaya Monastery

Dorożki stanowią najbardziej popularny środek transportu dla turystów

Dorożki stanowią najbardziej popularny środek transportu dla turystów

Maha Aungmye Bonzan Monastery

Maha Aungmye Bonzan Monastery

Na terenach podmiejskich, taki zaprzęg to nadal podstawa transportu

Na terenach podmiejskich, taki zaprzęg to nadal podstawa transportu

Chwilę przed zachodem słońca przy moście U Bein

Chwilę przed zachodem słońca przy moście U Bein

Super autostrada do stolicy

Super autostrada do stolicy

Widok z mostu U Bein

Widok z mostu U Bein

Jezioro Taungthaman

Jezioro Taungthaman

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2019 Mjanma / Birma

Theme by Anders Norén