Nairobi National Park

Podstawowym punktem każdego wyjazdu do Kenii jest naturalnie safari. Krótsze czy dłuższe, nie ma większego znaczenia, przynajmniej dla większości odwiedzających. Ważne żeby mieć zdjęcie z przysłowiową żyrafą.

Na początek odwiedziny w Parku Narodowym Nairobi, do którego wjazd oddalony jest zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od centrum miasta. Takie safari na szybko. Koszt: 100 USD za około czterogodzinny wyjazd ośmioosobowym jeepem. Trzeba spróbować zorganizować wyjazd samemu. Do parku można wjechać dowolnym samochodem, nawet jak się ktoś uprze to smartem, lub fiatem seicento. Przeliczamy, że przy trzech osobach może się opłacić wynajęcie taksówki. Proponowane ceny za całodniowe wynajęcie taksówki to 4500-5000 KES. Wjazd na teren parku to 50 USD za osobę. Powinno wyjść sensownie. Jakby nie patrzeć jest to chyba najtańsze safari w całej Afryce.

Do parku najlepiej ruszyć rano, kiedy zwierzęta maszerują do wodopojów. O godzinie siódmej rano zaczynam szukać taksówki, co okazuje się być dosyć trudne z racji pustek na ulicach i braku oznaczeń świadczących czy pojazd jest taksówką. Pod jednym z hoteli w centrum znajduję kilku kierowców. Pierwsza cena to 12 000 KES. Nie ma szans, mogę dać 5000 KES. Nie – brak chęci zarobku ze strony kierowcy. No dobrze 6000 KES to ostatnia oferta. Nie – nadal brak motywacji. Trudno. Hmmm niech będzie, ale innym samochodem – stwierdza po na myśle. Nie ma sprawy. A nie to jednak tym samochodem. Zamieszanie. Kierowca nie może odpuścić możliwości całodziennej jazdy. Uzgodniony czas wynajęcia to od siódmej rano do maksymalnie czwartej, piątej. Samochód nie należy do wymarzonych pojazdów na safari jako, że trafiła się toyota camry. Powinno być dobrze, nie zamierzamy gonić za bawołami.

Przy wjeździe wykupuje się wejściówki plus opłata za wjazd samochodem 300 KES oraz dopłata za kierowcę 1200 KES. Całość zamyka się w około 70 USD. Oszczędność będzie na dobry obiad. Przy bramie dopytuję się o mapę. „Tak, tak, nie ma problemu, dostaniesz ją w tym sklepiku”. Idę więc do sklepiku. A tam na drzwiach wisi ładna kłódka. Wracam do bramy. „Panowie, sklepik jest zamknięty”. Towarzystwo patrzy się po sobie zadowolone. „Tak, my to wiem i ty to też teraz wiesz, więc pewnie też teraz już rozumiesz, że potrzebujesz przewodnika”. Jednak nie zrozumiałem. Park zajmuje względnie niewielką powierzchnię stu dwudziestu kilometrów kwadratowych, oraz posiada starannie wyznaczone i oznaczone ścieżki. Nie, nie będziemy potrzebowali przewodnika.

Po wjechaniu na teren parku, w oddali widać zabudowania miasta, a na sawannie przechadzają się żyrafy. Z Wielkiej piątki Afryki czyli: słonia afrykańskiego, lwa, bawoła, nosorożca czarnego i lamparta nie występuje w parku jedynie pierwszy z nich. Safari wygląda dosyć zabawnie – wszelkiego typu samochody jeżdżą wąskimi ścieżkami i tylko po nich można się poruszać. Obowiązuje zakaz opuszczania samochodu, gdyż w niektórych przypadkach można trafić do diety drapieżników. Poruszanie po parku należy do bezproblemowych: wyraźne ścieżki, drogowskazy. Nie można tego uznać za przygodę, ale bez problemu można spotkać żyrafy, bawoły oraz niezliczoną ilość antylopo-podobnych. Całość można zamknąć w czterech godzinach jazdy. Dla chętnych na obrzeżach parku znajduje się sierociniec dla słoni o nazwie Shieldrick. Za kilkadziesiąt dolarów można wejść i o godzinie jedenastej zobaczyć karmienie zwierzaków. Zobaczymy jak będzie Maasai Mara.

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze

Meta

Written by:

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *