Kenia spoza folderu

Jakże Kenia jest przepiękna, kolorowa i urocza, gdy patrzą się na nas uśmiechnięte twarze z okładek prospektów biur podróży. Znam ludzi, którzy są zakochani w tym kraju i wracają do niego wielokrotnie, a obracają się jedynie w magicznym kręgu zorganizowanych safari, lub nadmorskich kurortów. All inclusive i przesympatyczna obsługa. Niby wszędzie gdzie pojadą są „spartańskie” warunki – „wiecie sami, spaliśmy w namiotach, a obok były lwy i inne takie” zapominając dodać że za ogrodzeniem, a strażnik siedzi na wycieraczce trzy metry obok. Tak samo jak dla turysty Egipt to jedynie wielbłądy, fabryki dywanów tudzież złota i piramidy, a miejscowi są fajni tyko trzeba się targować. Według schematu Kenia to: safari i uśmiechnięci tubylcy, a bieda to gdzie indziej w Afryce.

Nie miałem okazji poznać Kenii bardzo dobrze, ale podczas kilku pobytów zarówno pracowałem z miejscowymi jak i jeździłem po kraju, wykupiłem kilka safari, ale także odwiedzałem kilkukrotnie slamsy, kręciłem się na własną rękę, a nawet zawitałem na mecz pierwszej ligi kenijskiej w Nairobi, ale to już inna historia.

Sprzedaż drewna przy trasie Nakuru - Nairobi.

Sprzedaż drewna przy trasie Nakuru – Nairobi.

Podczas przejazdu przez Kenię, nie spotkamy centrów handlowych, hoteli znanych marek. Wzdłuż drogi rozkładają się stargany, targowiska, lub wyrastają grupki niskich domków rodem z dzikiego zachodu podpisanych jako „God blessed hotel”, „Great hotel”, „Praise the Lord hotel”. To sklepy. Wewnątrz jedno brudne pomieszczenie z towarem poukładanym na ladzie lub zakurzonych półkach. Jedne z nich są sklecone z desek pomiędzy którymi szpary są tak duże, że można wsadzić rękę, inne z blachy falistej uzupełnionej brezentem, a lepiej prosperujące są murowane. Tak czy inaczej bogactwa nie ma.
Poza miastami mieszkańcy starają się tworzyć namiastki tego co można spotkać w Nairobi, Nakuru czy Mombasie. Stojący przy szosie kontener z wodą i taboret są podpisane jako „car wash” – naturalnie z dopiskiem „God chosen” lub podobnym. Młody chłopak w podartym t-shircie i klapkach przysypia czekając na potencjalnych klientów. Rzeźnie to stragany ze zwierzętami powieszanymi na hakach. Zdecydowanie obraz odbiega od tego przedstawianego w folderach. Nie twierdzę, że na minus, lecz gdy się słyszy że turyści widzieli Kenię siedząc w jeepach, lub na plaży w okolicach Mombasy to ręce opadają po usłyszeniu stwierdzenia, że przymierzają się do kupienia domku na bezdrożach, gdyż Kenia to ich druga ojczyzna. Tutaj jest jak w domu.

Poza miastem.

Poza miastem.

Za każdym razem, gdy lądowałem w Nairobi to pierwsze kroki kierowałem do Kibera Slum, jednego z największych slumsów w Afryce. Według jednych źródeł drugiego, innych trzeciego jeżeli chodzi o liczbę mieszkańców. Bez znaczenia. Po co tam iść? Zobaczyć jak bardzo jest tam źle, niebezpiecznie, biednie? Nie. Żeby zobaczyć jak tam ludzie żyją, jak zorganizowane jest życie. Wypadkowa tego jak wygląda kraj leży po środku pochowanych pięknych rezydencji na przedmieściach Nairobi, centrum stolicy pełnej śpieszących się do pracy znerwicowanych ludzi, a biednym interiorem, slumsami Nairobi, czy masajskimi wioskami. Naturalnie dysponując odpowiednim budżetem można się wyizolować i wybrać z tej układanki tylko pasujące nam elementy, ale jeżdżąc po świecie pamięta się jednak te rzeczy, które zobaczyło się samemu, a nie było oprowadzonym przez rękę, a pozostałe zakrywano kolorową makietą. Kilka lat temu byliśmy z plecakami na Sri Lance i spędzaliśmy kilka dni w nadmorskim Negombo kręcąc się kilkukrotnie po targu rybnym. Zmęczeni rybacy, smród, pokrzykiwania kupujących i kobiety patroszące ryby na chodniku. Na swój sposób ciekawie i uroczo. Nagle słychać okrzyki – to przyjechał autokar z turystami z Neckermana. Stajemy obok, bo zaczyna się szoł. Na targ wylewa się grupa w odprasowanych ubrankach, aparat fotograficzny w jednej ręce, kamera w drugiej, jakby mieli trzecią to trzymaliby kolorowe parasolki. Kobiety na targu zaczynają się promiennie uśmiechać, a jeden z przysypiających sprzedawców łapie wielką rybę zaczynając nią machać i szczerzyć zęby. Targ w ciągu trzech sekund staje się tak radosnym miejscem. Brakuje żonglerów i klaunów. Turyści robią fotki z rybą/sprzedawcą i pakują się z powrotem. Właściciel ryby dostaje dwa dolary od przewodnika w łapę i idzie dalej spać. Totalna szopka. Wraca potem obieżyświat i mówi znajomym, że chciałby być sprzedawcą ryb w Negombo, bo to nie praca ale super ubaw. Tak samo jest w Kenii, żeby wyłowić okruchy prawdziwego kraju trzeba chcieć i patrzeć tam gdzie akurat nie pokazują palcem żeby podziwiać.

Widok na Kiberę.

Widok na Kiberę.

Po Kiberze chodziłem zawsze z zaprzyjaźnionymi chłopakami, którzy zapewniają bezpieczeństwo. Spędziłem w slumsach kilkanaście godzin opuszczając je przed zapadnięciem zmroku. W nocy nikt nie zagwarantuje czegokolwiek z wyjątkiem solidnego łomotu. Dzielnica to istny patchwork, który początkowo jest trudny do ogarnięcia. Potem także, ale wyłapuje się coraz więcej. Pokręcone kwartały ulic dzielą się na wioski zamieszkiwane przez różne plemiona. W jednej przyjmą cię z otwartymi ramionami, w innej można co najwyżej dostać w zęby. Miejscowi widzą granice, dla nas pozostają one niewidzialne. Gdy ostatnim razem zaproponowałem zboczenie z zaproponowanej trasy i pokazałem jeden z kwartałów ze wzgórza z którego rozciąga się widok na Kiberę, to mój opiekun stwierdził „człowieku, tam nikt nie chodzi nawet za dnia”. Dla mnie ulice wyglądały dokładnie identycznie jak te po których przed chwilą chodziliśmy. Tak mi się przynajmniej wydawało. Kradzieże i rozboje, pobicia są w tym miejscu traktowane jak sprzedaż frytek, strzyżenie włosów, jednym słowem jak każda inna robota. Kennedy, jeden z przewodników i jego kolega John będący szefem organizacji rządowej zajmującej się projektami w dzielnicy, opowiadają z rozbrajającą szczerością, że gdyby nie mieli możliwości chodzenia z przyjezdnymi to zajmowaliby się gangsterką, bo to naturalne. Muszą coś jeść, a taką właśnie mają opcję. W Kiberze często wchodziłem do domów, czy siadaliśmy na połamanych krzesłach w warsztatach i słuchałem jak żyją mieszkańcy. Czasami kupiło się od nich jakiś drobiazg, innym razem przybiło piątkę. Takie wizyty pozwalają zmienić perspektywę patrzenia. Wyłapuje się zmęczony wzrok mieszkańców slamsów, którzy ruszyli do bogatych dzielnic aby zarobić, lub wyprosić kilka szylingów. Ale to tylko jeden z aspektów. Pomijając to, że ci ludzie są wyzyskiwani przez nawet niewiele bardziej zamożnych, lub po prostu przez mafię to mimo wszystko starają się normalnie funkcjonować. Na przykład w wielu miejscach brak jest rurociągów, tak więc powstają „prywatne”, kolorowe rurki, leżące bezpośrednio na ulicach, a woda z nich jest kilkukrotnie droższa niż w oficjalnym obiegu. Brak gazu w dzielnicy. Więc na niemalże każdym rogu można nabyć węgiel w małych wiaderkach. Jedna porcja wystarcza na ugotowanie jednego posiłku, a cena to równowartość nawet kilku złotych. Nikt nie zejdzie z ceną do „oficjanlego”, pilnuje tego niewidzialna, karząca ręka biznesmenów ulicy. Tak więc otoczenie wyzyskuje nawet tych najbiedniejszych.

Większość dzieci w Kiberze jest szeroko uśmiechnięta, pomimo panujących w okolicy warunków.

Większość dzieci w Kiberze jest szeroko uśmiechnięta, pomimo panujących w okolicy warunków.

Ale do tego wszystkiego trzeba dodać setki kościołów w Kiberze, mieszczących się w zardzewiałych barakach, oraz tłumy w nich śpiewające gospel przez całe niedziele. Odświętnie ubrane dzieci idące na msze przez wypełnione brudem, niebrukowane ulice. Maluchy bawiące się przed domami i uśmiechające się promiennie do przechodniów, oraz starsze dzieciaki grające na wysypisku w piłkę przebitą futbolówką, która nawet nie chce się turlać. Ale jest zabawa. Sprzedawcy oferują zniszczone wersalki przy drodze przecinającej stolicę, kto inny ustawia cały rząd mocno zużytych butów, obok ktoś sprzedaje benzynę z baniaków pod szyldem „Filling station”. Kobiety prowadzące jeden z niezliczonych salonów fryzjerskich pilnują za kilka szylingów w kolorowym pomieszczeniu dzieciaków – taka namiastka przedszkola. W skleconych z blachy, brezentu i kawałków drewna domach stoją kanapy, małe telewizory. Niby normalnie, lecz brak w nich wody, toalet, wewnątrz panuje trudny do wytrzymania zaduch z racji dachu z metalu i plastiku. Na podłodze pomieszczenia które ma w sumie z dwanaście metrów może mieszkać nawet dziesięć osób.

Kenia się rozwija, są budowane drogi między miastami, w Kiberze powstają czynszówki mające zastąpić dzikie budownictwo. Duża część Kenijczyków jest doskonale wykształcona, a rodziny posyłają dzieci do płatnych szkół, aby zapewnić im jak najlepszą przyszłość, a ci którzy mieszkają w Kiberze chwytają się każdej okazji aby się z niej wyrwać. Miejscowi patrzą na rozwój wydarzeń względnie pozytywnie, co nie przeszkadza im podczas demonstracji poprzeć swoje argumenty maczetami. Przejazd przez kraj ma swoje uroki, przechodzące przez drogę krajową żyrafy, mijane masajskie wioski chowające się w tumanach czerwonego kurzu. Kenia jest piękna, ale warto się także rozejrzeć na boki, a nie tylko odbierać ją przez pryzmat poszukiwania lwa polującego na antylopy w Masai Mara.

W temacie samych slumsów Kibera: podsumowanie czterech wizyt w 2014 i 2015 roku: Kibera 2014/2015

Przydrożny handel arbuzami pod Nairobi.

Przydrożny handel arbuzami pod Nairobi.

Bezimienne miasteczko, z rzeźnią po środku.

Bezimienne miasteczko, z rzeźnią po środku.

Typowe mijane miasteczko.

Typowe mijane miasteczko.

Uliczny targ w okolicach miasta Nakuru.

Uliczny targ w okolicach miasta Nakuru.

Po drodze nad jezioro Naivasha.

Po drodze nad jezioro Naivasha.

Targ w pobliżu jeziora Naivasha.

Targ w pobliżu jeziora Naivasha.

Targ z jedzeniem przy granicy Kibery.

Targ z jedzeniem przy granicy Kibery.

Sprzedaż węgla na kubełki.

Sprzedaż węgla na kubełki.

Salon fryzjerski/przedszkole dla dzieci.

Salon fryzjerski/przedszkole dla dzieci.

Przed domem w Kiberze.

Przed domem w Kiberze.

Typowa, większa ulica w Kiberze.

Typowa, większa ulica w Kiberze.

Boczna uliczka w Kiberze. Podczas deszczu zamienia się w rzekę niosącą wszystkie śmieci i odchody.

Boczna uliczka w Kiberze. Podczas deszczu zamienia się w rzekę niosącą wszystkie śmieci i odchody.

Część ulic Kibery przechodzi płynnie w wysypiska.

Część ulic Kibery przechodzi płynnie w wysypiska.

Po opadach część ulic zamienia się w bagno, na progach domów osiadają śmieci. W tych warunkach bawią się dzieci.

Po opadach część ulic zamienia się w bagno, na progach domów osiadają śmieci. W tych warunkach bawią się dzieci, czasem nawet trudno je zauważyć.

Sklep.

Sklep.

Wzdłuż torów kolejowych przecinających Kiberę utworzyło się dosłownie wysypisko.

Wzdłuż torów kolejowych przecinających Kiberę utworzyło się dosłownie wysypisko.

W dzielnicy znajduje się kilka takich węzłów sanitarnych.

W dzielnicy znajduje się kilka takich węzłów sanitarnych.

Pan bardzo chciał żeby zrobić mu zdjęcie, gdy wracał z kościoła.

Pan bardzo chciał żeby zrobić mu zdjęcie, gdy wracał z kościoła.

Dziewczynka spotkana przed jednym z domów.

Dziewczynka spotkana przed jednym z domów.

Targowisko z używaną odzieżą, elektroniką i owocami na obrzeżach Kibery.

Targowisko z używaną odzieżą, elektroniką i owocami na obrzeżach Kibery.

Jeden z podstawowych produktów sprzedawanych w dzielnicy: węgiel.

Jeden z podstawowych produktów sprzedawanych w dzielnicy: węgiel.

Główna droga Kibery. Łatanie dziur niewiele gorsze niż w Polsce.

Główna droga Kibery. Łatanie dziur niewiele gorsze niż w Polsce.

Jest niedziela. Kobiety ubierają się w kolorowe stroje.

Jest niedziela. Kobiety ubierają się w kolorowe stroje.

Jeden z setek kościołów w Kiberze.

Jeden z setek kościołów w Kiberze.

Punk z nieograniczonym dostępem do wody to miejsce prania i spotkań.

Punk z nieograniczonym dostępem do wody to miejsce prania i spotkań.

Typowa ulica Kibery. Ktoś leży po środku, nikt nie reaguje, każdy idzie w swoim kierunku.

Typowa ulica Kibery. Ktoś leży po środku, nikt nie reaguje, każdy idzie w swoim kierunku.

Gra w piłkę na wysypisku śmieci.

Gra w piłkę na wysypisku śmieci.

Chłopiec spotkany przed warsztatem zajmującym się obróbką kości.

Chłopiec spotkany przed warsztatem zajmującym się obróbką kości.

Odświętnie ubrana dziewczynka przed swoim domem.

Odświętnie ubrana dziewczynka przed swoim domem.

Większość spotykanych dzieci jest uśmiechnięta.

Większość spotykanych dzieci jest uśmiechnięta.

Pranie przed domem.

Pranie przed domem.

Stacja benzynowa.

Stacja benzynowa.

Odświętnie ubrana dziewczynka idzie z baniakiem po wodę do studni.

Odświętnie ubrana dziewczynka idzie z baniakiem po wodę do studni.

Dzieci spotkane na ulicy.

Dzieci spotkane na ulicy.

Oczy namalowane przez artystę w kilku slamsach na świecie, między innymi w Rio de Janeiro. Mają patrzeć z wyrzutem w niebo, że Bóg pozwala na istnienie takich miejsc jak Kibera.

Oczy namalowane przez artystę w kilku slamsach na świecie, między innymi w Rio de Janeiro. Mają patrzeć z wyrzutem w niebo, że Bóg pozwala na istnienie takich miejsc jak Kibera.

Ulica z domami mieszkalnymi skleconymi z blachy.

Ulica z domami mieszkalnymi skleconymi z blachy.

Najnowsze wpisy

Najnowsze komentarze

Meta

Written by:

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *