Słowem wstępu

Zima zagościła na dobre w kraju nad Wisłą i nie chce odpuścić. Minus dwadzieścia stopni i trzyma, wczoraj nadeszło długo oczekiwane ocieplenie – termometr radośnie zakomunikował minus dziesięć. Tak dłużej nie można. Kończymy sezon zimowy i jedziemy do Azji. W środkowych i północnych Indiach także pogoda nie rozpieszcza, tak więc zostaje południe. Wybór pada na Sri Lankę. Już dwa lata temu podczas pobytu na południu Indii – w Kerali chcieliśmy popłynąć na wyspę, ale ceny biletów, zmęczenie i odległości zmusiły nas do odpuszczenia. Wtedy się nie udało, ale okazja nadarza się teraz. Po wcześniejszych wyjazdach do Chin, Indii, Nepalu nie mieliśmy okazji odpocząć, tak więc chcemy połączyć przyjemne z pożytecznym i oprócz zwiedzania spędzić kilka dni na plaży.

Na wyspie przez cały rok można spędzać wakacje. Gdy monsun atakuje wschodnią cześć wyspy to zatrzymuje się na górach wznoszących się po środku Sri Lanki i zachodnia cześć cieszy się piękną pogodą i na odwrót. Kilka lat temu po ofensywie wojsk rządowych i poważnym zbombardowaniu północnej części wyspy zakończyła się oficjalnie wojna domowa z Tamilskimi Tygrysami w roli głównej i Sri Lanka jest odkrywana przez turystów na nowo. Infrastruktura ulega ciągłej rozbudowie i polepszeniu standardów, a miejscowi poznają z każdym dniem wartość dolara i regularnie podnoszą ceny.

Kupujemy bilety na przelot z międzylądowaniem w Moskwie i powrót za miesiąc. Pakujemy aparat, obiektywy i kilka ubrań w plecaki. Lecimy. Sezon zimowy uznajemy za oficjalnie zakończony.

Główne punkty podróży po Sri Lance.